sobota, 7 maja 2016

Prolog - Ja i moje życie.

*Lilianna*

Siedziałam przy oknie rysując, spojrzałam na zegarek, 6:00 "Rodzice jeszcze pewnie śpią...". Rozmyślenia przerwał mi dźwięk z okna, po drugiej stronie szyby była piękna brązowa sowa. Wpuściłam sowę do pokoju. Usiadła mi na ramieniu, dopiero teraz zauważyłam że ma coś przyczepione do nóżki. Gwizdnęłam cicho, a sowa zmieniła położenia i usadowiła się na parapecie podnosząc nóżkę. Odczepiłam kawałek pergaminu z nóżki sowy. "Tylko nie to..." Natychmiast wygoniłam sowę z pokoju, zamknęłam okno i jak najprędzej skierowałam swoje kroki do sypialni siostry. Gdy byłam już przy drzwiach lekko zapukałam w jej drzwi, gdy usłyszałam ciche proszę weszłam do jej pokoju. Moja siostra siedziała na łóżku.
- Lil czego chcesz o 6 rano? - zapytała przecierając oczy i ziewając.
- Tego. - pokazałam jej list. Błyskawicznie wstała zamknęła drzwi a mi kazała usiąść na łóżku siadając obok mnie.
- To jest list z ... - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Tak to list z Hogwartu. - byłam załamana.
- Myślałam że listy z Hogwartu przysyłają tylko w dniu 11 urodzin. - powiedziała. - Lil wiesz że jeśli rodzice się dowiedzą to nie będzie za wesoło?
- Wiem, ale co możemy zrobić? - powiedziałam patrząc w okno. - Chodźmy na śniadanie.
- Lil... - więcej nic nie powiedziała i obie zeszłyśmy na śniadanie.
W jadalni siedział Drake i czytał swój podręcznik z transmutacji z tamtego roku, ja i Van szybko zajęłyśmy swoje miejsca na przeciwko Drake.
- Hej. - powiedział nawet na nas nie patrząc.
- Hej! - powiedziała Vanessa z uśmiechem. Van była chyba najbardziej rozpromienioną dziewczyną jaką w życiu widział cały świat magiczny tego byłam pewna.
- Hej... - powiedziałam cicho i nerwowo. Drake słysząc mój ton zamknął książkę i odłożył ją.
- Co się stało? - zapytał. Podałam mu zawinięty list, był bardzo szczęśliwy. - Myślałem że nie chcesz chodzić do Hogwartu.
- Bo nie chcę! - krzyknęłam. Tylko Drake i Van wiedzieli że nie chcę iść do Hogwartu z prostej przyczyny, nie chcę iść do Slytherinu, ale jeśli nie trafię do Slytherinu zhańbię rodzinę. 
- Lil jeszcze nas ktoś usłyszy. - szepnęła Vanessa.
- Więc co chcecie zrobić? - zapytał Drake patrząc na mnie.
- Chyba chcemy? Jesteś z nami, nie? - zapytała Vanessa.
- Nie tym razem jesteście same. - odpowiedział.
- A teraz co chcecie z... - zaczął, ale w tym momencie do jadalni weszło dwóch dorosłych. "Rodzice..."
- Witajcie dzieci. - powiedział. Mój ojciec zajął miejsce koło mnie zawsze tam siadał od kiedy byłam bardzo mała zawsze siedziałam obok niego, a moja matka usiadła między swoim mężem, a synem. Jedliście w spokoju posiłek, gdy nagle ojciec zapytał :
- I jak wszyscy gotowi do szkoły? - "Co mam zrobić?" pod stołem z całej siły ściskałam list z Hogwartu.
- Ojcze? - "Zaczeło się..."
- Tak. - " Raz kozi śmierć..."
- Ja...ja...ja nie dostałam listu z Hogwartu... - cały czas patrzyłam na swoje kolana, nie mogłam...nie umiałam spojrzeć w oczy ojca.
- Jak to nie dostałaś listu?! - wydarł się. Kątem oka spojrzałam na Van i Drake byli przerażeni...
- Ja przepraszam... - powiedziałam. Spojrzałam na ojca był zły, bardzo zły.
- Już ja z Albusem sobie porozmawiam... - mówił wychodząc z kuchni, zaraz za nim pobiegła mama.
- Lil nie martw się... - Drake usiadł na miejscu ojca, a ja momentalnie się do niego przytuliłam, nienawidziłam kłamać, uważałam to za zniewagę dla każdego człowieka.
- Ja...go okłamałam. - powiedziałam przez łzy.
- Wiemy Lil, wiemy, ale nie miałaś wyboru. - powiedziała uspokajająco Van.
----
Na dziś to tyle. Do zobaczenia w kolejnej części.

3 komentarze:

  1. Super! Rozwiązywałam twoje quizy i bardzo się ciesze, że założyłaś bloga. Nie mogę się doczekać dalszej części.

    OdpowiedzUsuń